Chociaż do tej pory nie traktowałam tego bloga jak osobistego pamiętnika, zajmując się głównie tematami związanymi z modą ciążową, to jednak dziewiąty miesiąc, który właśnie rozpoczynam nastroił mnie tak bardzo refleksyjnie, że nie mogę się oprzeć pokusie podzielenia się z wami moimi ciążowymi przeżyciami i przemyśleniami.
Czego nie zrobiłam i nie żałuję:
- nie zapisałam się na szkołę rodzenia (zaliczyłam w pierwszej ciąży, która skończyła się cesarką, żeby było śmieszniej z naszej grupy żadna nie urodziła naturalnie, nasza położna, która jest przecudowną osobą i świetnym specjalistą,i starała się jak mogła i była tym faktem trochę zdołowana, dlatego mnie jako ostatnią tak męczyła, niestety nie udało się...),
- nie wpadłam w szał tak jak w pierwszej ciąży kupowania co miesiąc gazetki z poradami ciążowymi, wystarczyły mi informacje z internetu i amerykańska cegła pt. "W oczekiwaniu na dziecko",
- nie smarowałam się regularnie preparatami na rozstępy aczkolwiek zakupiłam odpowiednie smarowidła, za to z przyjemnością i regularnie używałam oliwki dla kobiet w ciąży z Rossmana. Przy pierwszej ciąży nie nabawiłam się rozstępów, stwierdziłam więc że moja skóra nie jest na nie podatna i rzeczywiście do tej pory nie mam z tym problemu chociaż brzuch jest spory.
- nie rezygnowałam z farbowania włosów,
- nie wstrzymywałam się do ostatniej chwili z zakupem ciuszków dla dzidziusia i innych przydatnych gadżetów m.in laktatora, poduszki fasolki do karmienia, fotelika do samochodu. Jeśli chodzi o ciuszki to rzuciłam się na nie gdzieś tak w 7 miesiącu gdy zaczęły się zimowe wyprzedaże, okupowałam wtedy Smyka i Tesco mają tam cudowne wielopaki bodziaków i pajacyków nawet do 70 % w sezonie wyprzedaży, wolałam o to wszystko zadbać sama niż potem narażać męża na bieganie z językiem na brodzie za wszystkim (tak jak poprzednio) albo krzywić się na paskudne ubranka znoszone przez rodzinę.
- nie ograniczałam ilości ubrań w swojej ciążowej szafie do minimum, kupowałam dużo nie wydając przy tym fortuny głównie na wyprzedażach i w second handach dlatego przez całą ciąże czułam się naprawdę zadbana i miałam odpowiedni zestaw na każdą okazję.
Czego nie zrobiłam i żałuję:
- za mało udzielałam się towarzysko, wiem że za chwilę,na jakiś czas całkowicie życie towarzyskie zawiśnie na kołku. Niestety ciąża czasem rozleniwia,
- za mało zajmowałam się swoimi blogami powód patrz jak wyżej,
- nie zrobiłam sobie profesjonalnej sesji fotograficznej z brzuszkiem, mam zamiar to nadrobić fundując nam sesję rodzinną,
- nie wyjechałam z mężem na romantyczny weekend tylko we dwoje, ani nawet na rodzinny weekend we troje od wakacji ale to siła wyższa czyli choroby lub brak kasy,
- nie poszłam do kosmetyczki chociaż dwa razy się umawiałam...
- nie wepchnęłam się nigdzie bez kolejki :)
- nie byłam zbyt miła dla najbliższego otoczenia czyli męża, swoje fochy tłumacząc burzą hormonalną
- nie jadłam lodów w takiej ilości jakbym chciała, powód cukrzyca ciążowa,
Więcej grzechów nie pamiętam albo nie chcę pamiętać :) Pozdrawiam Wszystkie kobietki jak ja oczekujące na pomyślne rozwiązanie!
Czego nie zrobiłam i nie żałuję:
- nie zapisałam się na szkołę rodzenia (zaliczyłam w pierwszej ciąży, która skończyła się cesarką, żeby było śmieszniej z naszej grupy żadna nie urodziła naturalnie, nasza położna, która jest przecudowną osobą i świetnym specjalistą,i starała się jak mogła i była tym faktem trochę zdołowana, dlatego mnie jako ostatnią tak męczyła, niestety nie udało się...),
- nie wpadłam w szał tak jak w pierwszej ciąży kupowania co miesiąc gazetki z poradami ciążowymi, wystarczyły mi informacje z internetu i amerykańska cegła pt. "W oczekiwaniu na dziecko",
- nie smarowałam się regularnie preparatami na rozstępy aczkolwiek zakupiłam odpowiednie smarowidła, za to z przyjemnością i regularnie używałam oliwki dla kobiet w ciąży z Rossmana. Przy pierwszej ciąży nie nabawiłam się rozstępów, stwierdziłam więc że moja skóra nie jest na nie podatna i rzeczywiście do tej pory nie mam z tym problemu chociaż brzuch jest spory.
- nie rezygnowałam z farbowania włosów,
- nie wstrzymywałam się do ostatniej chwili z zakupem ciuszków dla dzidziusia i innych przydatnych gadżetów m.in laktatora, poduszki fasolki do karmienia, fotelika do samochodu. Jeśli chodzi o ciuszki to rzuciłam się na nie gdzieś tak w 7 miesiącu gdy zaczęły się zimowe wyprzedaże, okupowałam wtedy Smyka i Tesco mają tam cudowne wielopaki bodziaków i pajacyków nawet do 70 % w sezonie wyprzedaży, wolałam o to wszystko zadbać sama niż potem narażać męża na bieganie z językiem na brodzie za wszystkim (tak jak poprzednio) albo krzywić się na paskudne ubranka znoszone przez rodzinę.
- nie ograniczałam ilości ubrań w swojej ciążowej szafie do minimum, kupowałam dużo nie wydając przy tym fortuny głównie na wyprzedażach i w second handach dlatego przez całą ciąże czułam się naprawdę zadbana i miałam odpowiedni zestaw na każdą okazję.
Czego nie zrobiłam i żałuję:
- za mało udzielałam się towarzysko, wiem że za chwilę,na jakiś czas całkowicie życie towarzyskie zawiśnie na kołku. Niestety ciąża czasem rozleniwia,
- za mało zajmowałam się swoimi blogami powód patrz jak wyżej,
- nie zrobiłam sobie profesjonalnej sesji fotograficznej z brzuszkiem, mam zamiar to nadrobić fundując nam sesję rodzinną,
- nie wyjechałam z mężem na romantyczny weekend tylko we dwoje, ani nawet na rodzinny weekend we troje od wakacji ale to siła wyższa czyli choroby lub brak kasy,
- nie poszłam do kosmetyczki chociaż dwa razy się umawiałam...
- nie wepchnęłam się nigdzie bez kolejki :)
- nie byłam zbyt miła dla najbliższego otoczenia czyli męża, swoje fochy tłumacząc burzą hormonalną
- nie jadłam lodów w takiej ilości jakbym chciała, powód cukrzyca ciążowa,
Więcej grzechów nie pamiętam albo nie chcę pamiętać :) Pozdrawiam Wszystkie kobietki jak ja oczekujące na pomyślne rozwiązanie!














